"Atak DDoS wciąż trwa, a jego natężenie wcale nie osłabło [w porównaniu z czwartkiem - red.]. Na razie nie zamierzamy rezygnować z żadnego z uruchomionych przed kilkoma dniami działań defensywnych" - poinformował w sobotę rano Chad Etzel, przedstawiciel Twittera. Etzel zapowiedział też, że pracownicy serwisu poświęcą cały weekend na walkę z atakiem.
Celem czwartkowych ataków (szerzej pisaliśmy o nich m.in. w tekście "Akcja "uciszyć Suchumi" przyczyną problemów Twittera i Facebooka") było również kilka innych serwisów (
Blogger Google'a, Facebook oraz LiveJournal) - jednak DDoS-y nie zdołały doprowadzić do ich wyłączenia - doszło jedynie do nieznacznego zakłócenia działania witryn. Najintensywniej atakowany był Blogger - jednak Google nie miał najmniejszych problemów z odparciem ataków. Rzecznik koncernu w rozmowie z serwisem
PCWorld.com mówił w piątek, że wszystkie usługi firmy działają bez zakłóceń (nie wyjaśnił jednak, czy to oznacza, że ataki ustały). Wiadomo za to, że w piątek wieczorem wciąż atakowany był Facebook.
Ataki przeprowadzone zostały przez jeden z operujących w Sieci botnetów (czyli sieci komputerów-zombie). Dodajmy, że z pierwszych ustaleń wynika, iż było to typowe strzelanie z armaty do muchy - wygląda na to, że inicjatorzy ataku chcieli uciszyć pewnego gruzińskiego blogera (który pisał o konflikcie gruzińsko-abchaskim). Na pewien czas im się to udało - ale przy okazji uciszyli co najmniej kilka milionów innych internautów (korzystających z Twittera, Facebooka itd.).
Poradnik: zostań Twitter - maniakiem Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl