Zmiany w prawie sponsorują senatorowie John Rockefeller (Partia Demokratyczna) i Olympia Snowe (Partia Republikańska). Ich celem jest stworzenie urzędu Biura Doradcy ds. Cyberbezpieczeństwa Narodowego. Miałby on szerokie uprawnienia w zakresie "ochrony krytycznej infrastruktury informatycznej" w sytuacji zagrożenia.
Dodatkowo
prezydent USA uzyskałby możliwość wprowadzenia „stanu cyberzagrożenia”, który pozwoliłby na ograniczenie lub zawieszenie ruchu w części albo całości amerykańskiej Sieci. Ustawa zwiększyłaby również uprawnienia Sekretarza Handlu, który mógłby monitorować ruch w Internecie bez uwzględnia kwestii związanych z prywatnością.
Leslie Harris z Centrum na rzecz Demokracji i Technologii skrytykował propozycję Rockefellera i Snowe. Uznał, że „cyberzagrożenie jest jak najbardziej realne”, ale
nie można walczyć z nim poprzez ograniczanie praw obywatelskich. Zdaniem ekspertów nowa ustawa mogłaby zakwestionować zapisy Electronic Communications Privacy Act.
Prawo to, uchwalone w połowie lat osiemdziesiątych, nakazuje organom ścigania uzyskanie nakazu sądowego przed rozpoczęciem nasłuchu transmisji między dwoma komputerami. Jednocześnie wprowadza mechanizm zdecentralizowanej kontroli nad WWW.
Według Jennifer Granick z Electronic Frontier Foundation
proponowana obecnie koncentracja przywilejów doprowadzi do zmniejszania się poziomu bezpieczeństwa w Internecie. Dodatkowo podważy pewne ogólne zasady wynikające z konstytucji USA. Departament Handlu będzie mógł wykorzystywać pozyskane dane do wywierania niedozwolonego wpływu na rynek czy konsumentów.
źródło:
Webhosting Śledź temat na bieżąco na technologie.gazeta.pl