Nielegalne drukowanie rzeczywistości

Gazeta.pl > Technologie >  Opinie
Paweł Kamiński
24.11.2012 10:40
Popiersie mistrza Yody, bohatera Gwiezdnych Wojen wydrukowana na drukarce RapCraft

Popiersie mistrza Yody, bohatera Gwiezdnych Wojen wydrukowana na drukarce RapCraft (fot. Bartłomiej Dreśliński)

Nie pytajmy, co zrobiliby ludzie, gdyby mogli skopiować prawie każdy przedmiot - bo odpowiedź jest oczywista. Spytajmy, co zrobiłyby firmy, które do tej pory te przedmioty produkowały?
Tata. Co oni z nim zrobili.

Gdy skończyli, wyglądał jakby zmagał się z całą drużyną rugby. Wyciągnęli go przez drzwi i pozwolili reporterom się napatrzeć, zanim wrzucili go do samochodu. Rzecznik cały czas opowiadał, jak zorganizowana operacja przestępcza kierowana przez mojego Tatę była odpowiedzialna za straty rzędu 20 milionów w nielegalnych wyrobach. Zaś mój tata, zdesperowany złoczyńca, opierał się aresztowaniu.

Oglądałam to wszystko na moim telefonie, siedząc w zdemolowanym dużym pokoju. Zastanawiałam się jak ktokolwiek mógł spojrzeć na nasze okropne, brudne mieszkanie i pomylić je z siedzibą szefa zorganizowanej grupy przestępczej. Oczywiście, zabrali drukarkę i niczym trofeum pokazywali ją pismakom. Mały ołtarzyk, na którym stała w aneksie kuchennym, wydawał się straszliwie pusty. Gdy się ocknęłam - ogarnęłam mieszkanie oraz uratowałam mojego biednego piszczącego kanarka, położyłam tam blender. Został wykonany z drukowanych części - wytrzyma jeszcze miesiąc zanim będę musiała wydrukować nowe łożyska i inne ruchome elementy. W tamtych czasach mogłam rozebrać i potem zmontować wszystko, co mogło zostać wydrukowane.

Powyższy cytat pochodzi z opowiadania "Printcrime" opublikowanego w 2006 roku przez Cory'ego Doctorowa - kanadyjskiego pisarza science fiction, dziennikarza, blogera i popularyzatora idei wolnej kultury. Doctorow przedstawia w swoim tekście antyutopię - wizję społeczeństwa, gdzie drukarki 3D stały się narzędziem tak powszechnym i prostym w użyciu, że każdy może sobie na nie pozwolić. Jednocześnie - z tych samych powodów - drukarki zostały urządzeniem zakazanym. Zaś ludzie je wykorzystujący i oferujący innym swoje wyroby są ścigani i skazywani surowymi wyrokami za naruszanie patentów i prawa własności intelektualnej. Opowiadanie można w całości przeczytać na stronie Doctorowa, w kilku popularnych formatach - dostępne jest na licencji Creative Commons. Fani wykonali też wersję animowaną:

"Byłeś w więzieniu dziesięć lat, Tato. Dziesięć. Lat. Zamierzasz ryzykować następne dziesięć, żeby wydrukować więcej blenderów, farmaceutyków, laptopów i designerskich kapeluszy?"

Dziś, sześć lat po premierze opowiadania, wizja jest bliższa realizacji, niż mogłoby się wydawać. Co prawda nikt nie zamierza zamykać ludzi w więzieniach, ale dostęp do drukarek 3D staje się coraz łatwiejszy. Dostępne są od 30 lat - od lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia ze sproszkowanej żywicy drukuje się laserowo modele i prototypy. Jednak dopiero od kilku lat zaczynają docierać do zbiorowej świadomości - coraz więcej osób orientuje się, jak duży potencjał kryje się w takich urządzeniach.

By zostać twórcą niepotrzebne są zdolności manualne - wystarczy przygotowany na komputerze model. Osoba kreatywna pokusi się o zrobienie swojego, osoba praktyczna może poszukać w sieci gotowego, który spełni jej wymagania. Niezależnie od pochodzenia, drukarka wykona go w takiej ilości kopii, na jaką wystarczy nam materiału. A tym może być nie tylko najpopularniejszy plastik czy gips - drukować da się z tytanu, kości albo... czekolady.

W sprzedaży - pierwsza drukarka 3D do czekoladyfot. Ebay

Zasada działania drukarek jest prosta. Program zwany Slicerem bierze komputerowy model 3D przedmiotu i dzieli go na cienkie warstwy. Drukarka nakłada je jedną po drugiej, modelując kształt. Najłatwiej zrozumieć to na przykładzie - niedawno prezentowaliśmy, jak w Polsce na drukarce RapCraft można w 20 minut wydrukować działający gwizdek:

W internecie popularny jest cytat, wygłoszony rzekomo przez jednego z szefów Google, który nieco wyolbrzymia możliwości drukarek 3D: "Pomyśl, to jak Chiny na twoim biurku". Jednak nie bez powodu magazyn Time przyznałdrukarce 3D MakerBot Replicator 2 tytuł jednej z najważniejszych innowacji technologicznych tego roku.

Teoria brzmi ładnie, ale w praktyce można odnieść wrażenie, że drukarki 3D nadal są poza zasięgiem zwykłego śmiertelnika. Wystarczy spojrzeć na wspomnianego Replicatora 2, który kosztuje 2199 dolarów, a zestaw pozwalający złożyć drukarkę Ultimaker - 1194 euro. Są co prawda tańsze modele - kosztujące poniżej 1000 dolarów. Jednak wiele z nich trzeba złożyć samemu, bowiem oparte są na otwartych - dostępnych dla każdego - rozwiązaniach. Tak działa projekt Fab@Home czy RepRap. Nadal jest to jednak zabawa dla pasjonatów.

By jednak rozpocząć tworzenie własnych przedmiotów nie trzeba od razu kupować drukarki. Wystarczy udać się na jeden ze specjalnych serwisów internetowych. Sculpteo, Shapeways, Ponoko czy i.materialise to tylko kilka przykładów stron, które oferują możliwość przesłania im projektu 3D i wybrania materiału, a z zamian odsyłają gotowy produkt. Niektóre pozwalają też twórcom na sprzedawanie swoich przedmiotów za pośrednictwem serwisu.

Przykłady projektów z Shapeways.comfot. shapeways.com

Każda z tych stron wymaga jednak znajomości obsługi programu do stworzenia trójwymiarowego modelu, ale i ta bariera powoli pada. Firmy oferujące drukowanie 3D cały czas pracują nad tym, by proces kreowania własnych przedmiotów uprościć i przybliżyć do zwykłego użytkownika. Niektóre oferują przerysowywanie projektów 2D na 3D, inne publikują poradniki do popularnych programów lub własne programy. Na stronie Cubify znajdziemy aplikacje pozwalające na zaprojektowanie kilku prostych przedmiotów: figurek, pierścionków, zawieszek czy bransoletek. Nie jest to wiele, ale na początek - by obudzić świadomość i kreatywność - wystarczy.

Są też pomysły zewnętrzne, które pozwalają, by własny przedmiot zaprojektował nawet przedszkolak. Dwóch studentów MIT przygotowało projekt Minecraft.print(). To skrypt, który umożliwia wydrukowanie projektów wykonanych w popularnej grze o budowaniu z klocków - Minecraft. Może nie jest to najwygodniejsza metoda tworzenia przedmiotów, bowiem wszystko trzeba zbudować z małych kostek, ale gra jest dużo prostsza w obsłudze, niż dowolny program do modelowania 3D.

Strona projektu Minecraft.print().fot. minecraftprint.com

Jeśli ktoś zechce przejść na wyższy poziom - w sieci łatwo znaleźć poradniki pozwalające przenieść modele 3D z Minecrafta do popularnego programu Blender. Potem wystarczy go poprawić i można zamawiać swój przedmiot na jednej z podanych wyżej stron.

Spopularyzowanie druku 3D może doprowadzić do zupełnej zmiany handlu internetowego - jak pisze Łukasz Partyka w tekście na Next.gazeta.pl:

Handlowiec pełną gębą internetowy nie będzie wysyłał do klientów przedmiotów fizycznych, tylko wirtualne. Prawdziwy e-sprzedawca będzie miał do zaoferowania tylko projekty. W dodatku takie modularne, z których można sobie poskładać wymarzony wózek w wybranych kolorach i np. z fotką ulubionego miśka pasażerki. Producenta w tym łańcuchu nie będzie, a raczej - znajdzie się on na końcu. Producentem będzie konsument.

Na wspomnianym serwisie Cubify można zamówić własne roboty - składa się je z części dobieranych z katalogu, maluje według uznania. Każdy może być inny - koniec z identycznymi zabawkami.

Trzeba jednak pamiętać, że przeniesienie dowolnej sfery do sieci oznacza, że bardzo łatwo utracić nad nią kontrolę. Nie trzeba przypominać, jak przejście w epokę cyfrową wpłynęło na dystrybucję muzyki czy książek. Każdą zdigitalizowaną treść łatwo jest skopiować, powielić, czy przerobić - to samo dotyczy druku 3D. Już teraz w sieci można znaleźć gotowe projekty, wystarczy udać się chociażby na Thingiverse gdzie twórcy dzielą się swoimi za darmo. Popularny serwis z torrentami, The Pirate Bay, też ma już specjalną kategorię Physibles na projekty 3D przedmiotów . O ironio, jednym z popularniejszych projektów w niej jest maska Guya Fawkesa, symbol Anonimowych - walczących m.in. z korporacjami. Wszak gdy maskę kupuje się w sklepie, pieniądze trafiają do wytwórni Time Warner, która wyprodukowała film i zastrzegła wzór tej maski.

Physibles - specjalna kategoria na projekty 3Dfot. The Pirate Bay

Nic dziwnego, że firmy produkujące proste do podrobienia przedmioty zaczynają bać się o swój los i na pewno będą próbowały walczyć prawnie z autorami kopii ich wyrobów. Do eskalacji dojdzie, gdy do użytku trafią drukarki umożliwiające proste i szybkie skanowanie przedmiotów i tworzenie ich kopii - wywołają rewolucję niczym druk, kserokopiarki albo nagrywarki płyt CD. Tylko większą, bo pozwolą skopiować prawie dowolny fizyczny obiekt. Nie zdajemy sobie sprawy, ale wizja z "Printcrime" zaczyna nabierać kształtu.

Kto się boi?

Magazyn Wired opisał historię Thomasa Valenty'ego, który zainspirowany figurkami do gry strategicznej Warhammer 40k postanowił przygotować własne. Projekty dwunożnego robota bojowego oraz czołgu umieścił na Thingiverse, by każdy mógł je ściągnąć. Nie trwało to jednak długo - do serwisu zgłosili się prawnicy firmy Games Workshop żądając usunięcia projektów. Powoływali się na Digital Millennium Copyright Act - ustawę zabraniającą tworzenia i rozpowszechniania technologii, które mogą pomagać w naruszaniu mechanizmów ograniczeń kopiowania.

Plastikowi Space Marinesfot. Games Workshop

W dyskusji jaką wywołało to wydarzenie pojawia się głos, że posiadacze drukarek 3D są w łatwiejszej sytuacji, niż osoby kopiujące muzykę - przedmioty chroni bowiem prawo patentowe, a nie autorskie. Działa ono krócej i często obejmuje tylko gotowe przedmioty - więc drukowanie części nie powinno być karalne. Muszą jednak uważać na kopiowanie przedmiotów artystycznych albo designu obiektów. Nie powinno więc być problemu z hobbystami drukującymi sobie figurki do Warhammera - tak długo, jak plastikowi żołnierze nie będą wzorowane na wyglądzie oryginalnych Space Marines. O to Games Workshop oskarżyło Valenty'ego. Siła produktów tej firmy leży głównie w designie - w rzeczywistości figurka to odrobina plastiku wartego może dolara - w domu drukuje się ją kilka godzin. W sklepie kosztują zaś kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt dolarów.

Figurki przed złożeniemfot. Games Workshop

Podobny los spotkał Todda Blatta,  który przygotował projekt wykonania "kostki" - przedmiotu pochodzącego z kosmosu - podobnej do tej z filmu "Super 8". W 18 godzin po wysłaniu modelu na serwis Shapeways dostał pismo od wytwórni Paramount żądające zaprzestania i zaniechania produkcji oraz sprzedaży. Przystał na to i usunął projekt, zanim ktoś zdążył go zamówić. Jak tłumaczy: była to zwykła działalność fanowska i nie chciał kłopotów prawnych. Na swoim blogu linkuje do firmy, która sprzedaje oficjalne i licencjonowane (!) kostki. Mniej więcej takie:

Kostka Argus z filmu Super 8kadr z filmu Super 8 (Paramount Pictures)

Taka przesadna dbałość korporacji o swoje prawa może zdumiewać i irytować. Naukowiec Golan Levin wraz ze studentem Shawnem Simsem postanowił zrobić małą prowokację - zaczęło się od przygotowania kilku elementów, które umożliwiałyby jego synowi łączenie zestawów klocków różnych firm. Skończyło na opublikowanym w marcu Free Universal Construction Kit - zestawie projektów, które umożliwiają wydrukowanie ponad 45 klocków, które łączą ze sobą różne licencjonowane zestawy konstrukcyjne - Lego z Fischertechnik, Duplo, z Krinkles itd.

 

Free Universal Construction Kitfot. media.fffff.at/free-universal-construction-kit

Naukowcy użyli specjalnych narzędzi, by przygotować kopie klocków z dokładnością do 3 mikronów. Wiedząc, jaka może być reakcja korporacji, korzystali tylko z zabawek, na które patenty wygasły lata temu, a na wszelki wypadek planowali wypuścić projekt anonimowo. Okazało się jednak, że Lego nie zamierza stwarzać im trudności, dopóki twórcy nie naruszają znaku towarowego - czyli mogą drukować klocki, ale nie umieszczać na nich napis „Lego”. Podobnie zachowało się Hasbro oraz inne firmy robiące zestawy konstrukcyjne. Levin i Sims nie otrzymali żadnego pisma, ale prawnicy na wszelki wypadek radzą im trzymać się prostych elementów konstrukcyjnych, podobnych w każdych klockach, unikając dekoracyjnych.

Jednak produkowanie zabawek to tylko jedna, mniej niebezpieczna, strona medalu. W sierpniu tego roku grupa ludzi nazywająca siebie Defense Distributed wystartowała z projektem "Wiki Weapon Project”. Ich celem jest zaprojektowanie pistoletu kalibru .22 z plastiku. Schemat będzie dostępny dla każdego w sieci  i wydrukowania w domu. Zdaniem Cody'ego Wilsona, pomysłodawcy inicjatywy, nie musi to być broń wielokrotnego użytku - ważne, by wystrzeliła raz, który może być kluczowy.

Projekt broni A15 powstał w ramach The Wiki Weaponfot. defensedistributed.com

Grupa potrzebowała 20 tysięcy dolarów, by wypożyczyć drukarkę i nagrodzić autora projektu na odpowiednio wytrzymały pistolet - acz deklarowała, że i tak dostali pierwsze schematy od pasjonatów broni. Próbowali zebrać te pieniądze przez platformę crowdfoundingową Indiegogo, jednak ich kampania została zablokowana za łamanie regulaminu - nie wolno tam finansować produkcji broni. Wilson nie zrezygnował i dalej zbierał pieniądze przez PayPal - dostał 11 tysięcy, które pozwoliło mu zacząć projekt. Jak mówi - chce pozwolić ludziom zrobić broń, którą i tak mogliby mieć. Dopóki nie robią jej na sprzedaż, wszystko jest w porządku.

Można podejrzewać, że jeśli zjawisko zacznie się nasilać, pojawią się propozycje nowych praw, które będą usiłowały regulować, co komu wolno drukować. Kilka dni temu firma Myhrvold dostała patent na rozwiązanie techniczne, które ma sprawdzać, czy projekty przesyłane do drukarki nie są chronione prawem oraz czy drukujący ma pozwolenie na tworzenie takich obiektów. Oprogramowanie ochronne ma być instalowane w drukarkach, by nie stały się kopiarkami przedmiotów. DRM dla fizycznych obiektów stanie się faktem.

I zapewne jak w przypadku walki z rozprzestrzenianiem cyfrowych kopii gier czy muzyki pojawią się sposoby obejścia tych trudności, grupy crackerów się w tym specjalizujące oraz organizacje za wszelką cenę walczące z łamaniem prawa i nakładające kary finansowe na obywateli. Czy drukowanie 3D wpadnie w tę samą pułapkę, co cyfrowa dystrybucja kultury, czy do tego czasu uda się wymyślić mądrzejsze rozwiązanie?

Drukarka 3D w technologii RapCraftfot. Bartłomiej Dreśliński

No i jest jeszcze inna pułapka, w którą wpaść mogą obrońcy praw i patentów. Można zakazywać sprzedaży drukarek, ale przecież mówimy o urządzeniach, które potrafią drukować przedmioty. Niektóre - np. wspomniane RepRap czy RapCraft potrafią drukować swoje własne części - ten drugi już aż 70%. Naukowcy pracują nad tym, by nie tylko dało się je uzupełniać i naprawiać, ale by były to urządzenia praktycznie samoreplikujące.

"Lanie, zamierzam wydrukować więcej drukarek. O wiele więcej drukarek. Po jednej dla każdego. To jest warte wylądowania w więzieniu. To jest warte każdej ceny."

Teoretycznie nie do powstrzymania.

-

Fragmenty opowiadania "Printcrime" zostały przetłumaczone przez autora artykułu.

Tagi:

Zobacz także
  • 27
Komentarze (131)
Zaloguj się
  • Gość: icek z rostowa

    Oceniono 243 razy 219

    I znów władzunia ma problem. Znów musi się o nas martwić . Znów trzeba wymyślać nowe zakazy i obostrzenia.
    Wszystko dla naszego dobra i bezpieczeństwa oczywiście.

  • krawiec6661

    Oceniono 149 razy 107

    Gazeta jak zwykle straszy, trzęsie się o korporacje którym ktoś podrobi figurki albo klocki, pisze o drukowaniu broni itd. A dlaczego nie napiszecie o protezie którą wydrukowano jakiejś dziewczynce za grosze i nie musiała płacić kupy szmalu? Ten czerwony gwizdek co sami wydrukowaliście to też symboliczny dla gazeta.pl. Pasuje jak ulał...

  • Gość: marrcel

    Oceniono 87 razy 63

    Bzdura. Czy dzisiaj gdy są drukarki (te zwykłe), wydawcy nie mają racji bytu?
    Nikomu nie opłaca się drukować 500-stronicowej książki, a do tego spinać jej zszywaczem biurowym.
    Nie będzie jej też czytał z ekranu. Po prostu kupi ładnie wydaną książkę.
    Dopiero tablety i inne rozwiązania mogą zagrozić prasie drukowanej i powoli można mówić o jakiejś rewolucji, ale to już odrębna kwestia...

  • Gość: Mario

    Oceniono 56 razy 54

    Temat drukowania 3d ma już ponad 20 lat. Właśnie teraz kończy się okres "Autorskich Praw Majątkowych". Dlatego pojawiają się pierwsze amatorskie próby kopiowania tej techniki. Technologie "Rapid Prototyping" oraz "Rapid Manufacturing" stworzono dla potrzeb projektowania w systemach CAD/CAM. Wymyślono wówczas także sposób opisu brył 3d - format STL. Wadą urządzeń jest ich cena, drukowanie małych przedmiotów, drogie materiały eksploatacyjne, słabe parametry mechaniczne, brak mozliwości drukowania w kolorze (tylko kilka technik pozwala na druk dosłownie w kilku kolorach). W komercyjnych zastosowaniach gotowy produkt udało się uzyskać kilka razy m.in obudowy celowników laserowych dla armii USA. Firmy które wyrosły na tej technologii teraz muszą walczyć z konkurencją bo kończy się czas ochrony patentowej. Wróży to tylko dynamiczny rozwój tej technologii.

  • Gość: ruben

    Oceniono 51 razy 45

    może za tysiąc lat, albo dłużej pojawią się "drukarki" które będą potrafiły poskładać z atomów każdy rodzaj materiału np. futro, czy skóry identyczne jak te ze zwierząt, wtedy będzie można "wydrukować" sobie kurtkę ze skóry węża, czy cokolwiek innego, ale w najbliższym czasie można sobie robić tylko badziewne plastiki

  • brutalny_cyrkiel

    Oceniono 41 razy 39

    Bardzo ciekawy artykuł. Przypominam sobie możliwości pierwszych drukarek i cenę pierwszych laserowych i jestem zdania, że w ciągu 5-10 lat to cudo może się okazać jednym z największych osiągnięć XXI wieku. Możliwości są kosmiczne. Do tego wpływ na ludzi też może być większy, niż nam się teraz wydaje.

    "Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii" :)

  • Gość: S.H.

    Oceniono 39 razy 31

    i znowu nam czegos zakazuja,dlaczego nie mozemy decydowac sami o swoim zyciu....tutaj znowu chodzi o pieniadze bo jedni by zyskali a inni sporo stracili;/

  • Oceniono 15 razy 13

    Takie drukowanie np. figurek na pewno będzie droższe, niż masowa produkcja w fabryce. Będą też mniej trwałe. Dlatego producenci figurek powinni robić produkty dobre oraz o odpowiedniej cenie. Takie są prawa rynku, czego się najwyraźniej boją.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX