Norwescy naukowcy postanowili jeszcze bardziej podnieść poprzeczkę i stworzyć coś za co do tej pory nikt się jeszcze nie podjął - syntezator mowy dziecka. Nie chodzi bynajmniej o symulator gaworzenia. Mowa o zwykłym dziecięcym głosie. Z powodu jego szerokiej charakterystyki stworzenie takiego syntezatora jest jednak dużo trudniejsze. Dodatkowym utrudnieniem jest także sam język norweski, który nie należy do najłatwiejszych.
Po co w ogóle zaprzątać sobie tym głowę? Istnieje bowiem rzesza dzieci - być może niezbyt liczna, ale jednak - które nie mogą się porozumiewać w typowy sposób. Muszą w tym celu skorzystać z pośrednictwa syntezatorów. Te natomiast angażują głosy ludzi dorosłych. Magne Lunde z zespołu opracowującego automat stwierdził:
Zsyntetyzowana mowa coraz bardziej upodabnia się do ludzkiej mowy. Mimo to, dzieci korzystające z urządzeń do komunikacji głosowej zmuszone są do posługiwania się głosem osoby dorosłej.
Naukowcy nie zdecydowali się jednak na tworzenie systemu od nowa. Skorzystali z funkcjonującego już syntezatora zachowując opracowaną już intonację, akcent, melodie głosu itp, czyli tak zwany głos podstawowy. Skoncentrowano się na zmodyfikowaniu jego brzmienia i dostosowania go do charakterystyki dziecka.
Prace nad syntezatorem są już dość zaawansowane i jak stwierdził Magne Lunde - już w lato dostępna będzie wersja beta.
Oddzielnym zagadnieniem jest rozpoznawanie dziecięcego głosu przez automaty. Tu jednak problemy mają nie tylko dzieci, ale także cała gama ludzi, którzy nie posługują się zakodowaną w urządzeniu, najpowszechniejszą wersją języka. Wystarczy delikatna modyfikacja wynikła, na przykład z regionalizmu.